„Musimy nauczyć się żyć w środowisku, które sami w pewnym sensie stworzyliśmy, a właściwie zniszczyliśmy” – mówi w rozmowie z EkoGuru prof. dr hab. Roman Cieśliński, hydrolog z Uniwersytetu Gdańskiego.
Mateusz Tomanek, portal EkoGuru: Jak według Pana jako hydrologa wygląda w tej chwili problem suszy w Polsce?
Na wstępie należy stwierdzić, że człowiek musi nauczyć się żyć z pewnymi zjawiskami ekstremalnymi, do których poniekąd sam doprowadził. Świat idzie do przodu, mamy coraz większe zanieczyszczenie środowiska i oddziaływanie na nie człowieka – to tak zwana antropogenizacja. Poprzez antropogenizację należy rozumieć wpływ człowieka i jego działalności na kształtowanie i przekształcanie przyrody. W efekcie człowiek trochę przyspieszył proces pojawiania się zjawisk ekstremalnych. Faktem jest, że zjawiska ekstremalne były obserwowane w przeszłości, lecz w chwili obecnej występują one coraz częściej i mają bardziej dynamiczny przebieg. Z jednej strony mamy zjawisko suszy, a z drugiej strony zaraz po niej może się pojawić zjawisko powodzi, więc z tym musimy się nauczyć żyć. Tak naprawdę to z każdym rokiem może to przywierać na sile. Wszystkie oddziaływania człowieka będą doprowadzać do tego, że takich zjawisk będzie coraz więcej.
Skąd w Polsce bierze się susza w okresie letnim?
Okres letni jest szczególnie charakterystyczny, bo po pierwsze mamy do czynienia z powodziami błyskawicznymi. Takie powodzie pojawiają się przez bardzo intensywne opady deszczu, szczególnie w okresie letnim. W lipcu i sierpniu możemy zaobserwować opady, które w ciągu dwudziestu czterech godzin przekraczają poziom opadu, który spadłby w czasie około dwóch miesięcy. Jest to bardzo dużo. Na tak intensywny opad nasze miasta nie są przygotowane, ponieważ chyba nikt nie byłby przygotowany na tak dużą ilość opadu atmosferycznego. W konsekwencji pojawia się powódź błyskawiczna lub jak niektórzy mówią powódź miejska, o ile odnotowane będą straty materialne.
Z drugiej strony jeśli w przeciągu dwudziestu czterech godzin spadł nam deszcz dwumiesięczny, to możemy założyć, że przez kolejne x dni nie będzie opadu atmosferycznego. Wtedy zaczną być sczerpywane zasoby wodne, czyli to co jest w wodach powierzchniowych (rzekach, jeziorach) i w glebie. Możemy się wówczas spodziewać, że pojawi się skrajne zjawisko, a więc zjawisko suszy.
Jaki rodzaj suszy występuje na terenie naszego kraju?
Te susze są bardzo różne, od płytkich atmosferycznych, poprzez glebowe, hydrologiczne, a kończąc na głębokich czyli tzw. suszach hydrogeologicznych. W tej chwili nie mamy do czynienia z suszami głębokimi, ale one też zaczynają się pojawiać. W dużym skrócie to o suszy mówimy jeżeli nie spadnie opad atmosferyczny przez dwadzieścia kolejnych dni oraz notowana będzie wysoka temperatura i niska wilgotność powietrza. W naszych szerokościach geograficznych zdarza się to nader często i zdarzało się już w przeszłości. Myślę, że w przyszłości też się to będzie zdarzało i to nawet bardziej intensywnie niż obecnie. Susza cały czas z nami współistnieje, ale ważne jest, żeby starać się zabezpieczyć przed jej konsekwencjami. Możemy wykorzystać do tego określone zasoby wodne, które moglibyśmy użyć w momencie pojawienia się suszy. Mówię tutaj o skali całego kraju, poprzez skalę regionalną, a kończąc na mikroskali zwykłego obywatela.
Jak zwykły mieszkaniec Polski może walczyć ze zjawiskiem suszy?
Przykładowo, jeśli ktoś ma jakiś ogródek, to stawia sobie beczkę i jak pojawia się opad atmosferyczny, to ta beczka się wypełni i może sobie ten ogródek z niej podlać zamiast korzystać z zasobów wodnych z sieci. Potrzebujemy przede wszystkim działań prewencyjnych, a więc przygotowania się na zjawisko suszy, zabezpieczenie się czyli stworzenie lepszej retencji. W Polsce mamy co prawda zbiorniki retencyjne, ale to jest cały czas za mała ilość. Nie mamy także wypracowanego systemu retencji w zlewni lub dorzeczu. Woda płynąca w dorzeczu Odry i Wisły bardzo szybko przepływa z południa na północ do Morza Bałtyckiego, a człowiek nie robi nic, aby spowolnić jej przepływ Retencjonowane zasoby wody w dorzeczach moglibyśmy wykorzystać.
Czy pogoda w okresie zimowym przyczynia się do zjawiska suszy latem?
Zima w tym roku rzeczywiście była inna, ponieważ wystąpiło dużo opadów śniegu i długo trwał okres chłodny. Są takie teorie, które mówią, że jeżeli mamy długą zimę z dużą ilością opadów, to wtedy jeśli w ciągu roku pojawią się susze, to będą one miały charakter krótkotrwały, a nie przeciągały się w czasie.
Czy burza poprawia w jakiś sposób sytuację z punktu widzenia hydrologii?
Raczej nie. Nam hydrologom zależałoby na tym, żeby opady atmosferyczne nie były krótkotrwałe i intensywne. Lepiej byłoby, gdyby opad deszczu trwał dłużej, ale był mniej intensywny. Dla środowiska byłoby idealnie gdyby opadów było nawet mniej, ale równomiernie rozłożonych. Ta woda wtedy cały czas docierałaby do powierzchni ziemi i nic by nie zakłóciło tego procesu. W czasie burzy pojawia się dużo ozonu w atmosferze, który pochłania promieniowanie ultrafioletowe o ile pozostaje w stratosferze, przez co ratuje nasze życie i to jest jedyny choć niewielki plus z występowania tych letnich burz. Burza na pewno nie przełoży się na poprawę sytuacji w czasie trwania suszy, nie wpłynie także na zwiększenie zasobów wodnych.
Gdzie jest w Polsce najlepsza i najgorsza sytuacja jeśli chodzi o zasoby wodne?
To jest dość skomplikowany temat. Przede wszystkim jeśli chodzi o opady atmosferyczne, to na pewno dobra sytuacja jest na południu. Obszar górski jest bardzo dobrym obszarem jeśli chodzi o opady, ale ma on jedną wadę. W górach występują opady rzędu 1200 mm w skali roku, natomiast ta woda nie ma się gdzie zretencjonować. Ona po prostu szybko spływa z gór.
Północ Polski, Pomorze, to jest obszar, gdzie te opady występują na poziomie 600 – 800 mm i to w skali kraju jest sporo. Zdecydowanie gorzej jest w na Kujawach, gdzie opad występuje na poziomie 450 – 550 mm. Z tego powodu na tym terenie wody będzie zawsze troszeczkę brakowało. Można zdecydowanie powiedzieć, że są w Polsce obszary, które są narażone na zjawisko suszy, bo nie ma odpowiedniej ilości opadów. Są oczywiście takie, w których tylko w ekstremalnych sytuacjach zaczyna się niedobór wody.
Co jest według Pana największym problemem jeśli chodzi o dostęp do wody w Polsce?
Nie mamy takich zasobów wodnych jakie powinniśmy mieć. Jeśli przeliczymy zasoby wodne na jednego mieszkańca, to w Polsce przypada rocznie około 3000 m3 wody, a średnia Unii Europejskiej jest na poziomie 4500 – 5000 m3. W Stanach Zjednoczonych jest to aż 20 000 m3 wody rocznie przypadająca na jednego mieszkańca. Trzeba pamiętać, że to jest jednak takie zgubne przeliczenie.
Dlaczego zgubne?
Musimy pamiętać, że w tych naszych 3 000 m3 przypadających na jednego mieszkańca mamy udziały rolnictwa, przemysłu czy energetyki. Te branże również korzystają z zasobów wodnych i jak przejdziemy do ilości wody na zwykłego obywatela – po odjęciu zużycia wody przez te gałęzie gospodarki okazuje się, że wody jest zdecydowanie mniej. Mamy jednak duże możliwości, żeby zagospodarować opady atmosferyczne w taki sposób, żeby one tak szybko nie uciekły z powierzchni Polski i nie odpłynęły do Morza Bałtyckiego.
Co to za możliwości?
To przede wszystkim retencjonowanie. Odpowiednia i przede wszystkim rozsądna budowa zbiorników retencyjnych jest dobrym wyjściem. Ja jestem ponadto zwolennikiem wykorzystywania tak zwanej naturalnej retencji. Szczególnie na Pomorzu i w Polsce północnej mamy bardzo liczne obszary bezodpływowe, które w chwili obecnej są degradowane i niszczone. Nikt się tym nie przejmuje, ale gdybyśmy spojrzeli na to jak na naturalne zbiorniki retencyjne, to moglibyśmy zagospodarować te obszary, „przetrzymać” w nich wodę i potem w okresie niedoboru wykorzystać ją.
Z drugiej strony mamy torfowiska. Na szczęście Polska nie jest jeszcze w aż tak tragicznej sytuacji jak Europa Zachodnia, która bardzo szybko przekształcała torfowiska w obszary rolne. My też je zdegradowaliśmy, ale mamy możliwość poprzez renaturyzację powrócić do stanu pierwotnego, a więc ich odbudowy. Torfowiska są niezwykle ważne w środowisku, gdyż mają możliwości przetrzymywania dużych ilości wody. Powinniśmy zatem przynajmniej próbować je wykorzystać w gospodarce wodnej Polski.
Musimy jednak pamiętać o jednej rzeczy. Jeżeli ktoś myśli, że możemy cofnąć środowisko do stanu, który był dwieście trzysta lat temu, to jest w błędzie. Nie ma takiej możliwości. My musimy nauczyć się żyć w środowisku, które sami w pewnym sensie stworzyliśmy, a właściwie zniszczyliśmy.
Prof. dr hab. Roman Cieśliński – hydrolog, geograf, kierownik Zakładu Hydrologii Uniwersytetu Gdańskiego, autor ponad trzystu publikacji naukowych, głównie z zakresu hydrologii pojezierzy i pobrzeży południowego Bałtyku, hydrochemii, paludologii, ochrony środowiska, zjawisk ekstremalnych, w tym powodzi i suszy, hydrologii zlewni miejskich, hydrologii strefy wybrzeża, w tym przebiegu zjawiska intruzji do jezior przybrzeżnych, a także oddziaływania człowieka na stosunki wodne.
