Choć tegoroczna wiosna i lato w Polsce obfitowały w opady, sytuacja hydrologiczna wcale nie uległa trwałej poprawie. Najnowsze mapy IMGW pokazują, że ponad połowa monitorowanych odcinków rzek znajduje w Polsce się w strefie stanów niskich, a miejscami nawet poniżej minimum okresowego. Z kolei analiza wilgotności gleby wskazuje, że blisko 25% powierzchni kraju charakteryzuje się niedoborem wilgoci dla potrzeb rolnictwa i środowiska.
Opady były – to dlaczego wody nadal brakuje?
Opady, które obserwowaliśmy wiosną i latem 2025 roku, w połączeniu z umiarkowaną temperatura i niewielka ilością dni upalnych w lecie – mogły sprawić wrażenie, że problem suszy i deficytu wody mamy za sobą. Jednak woda z gwałtownych i lokalnie występujących opadów, powodujących lokalne podtopienia – w dużej mierze spływa powierzchniowo i owszem zwiększa przepływy w odbiornikach, ale na krótko, bo równie szybko trafia aż do Bałtyku.
Stany rzek: ponad połowa na poziomie niskim
Na aktualnej mapie IMGW HYDRO wyraźnie widać przewagę odcinków rzek oznaczonych na czarno (strefa stanów niskich) i brązowo (poniżej minimum okresowego). Szacunkowo to ok. 55–60% wszystkich oznaczonych rzek objętych opomiarowaniem.
Mimo obserwowanych w ostatnich miesiącach opadów większość rzek w Polsce nadal wskazuje na niskie stany wód. Najbardziej dotyczy to obszarów południowej i centralnej części kraju.

rys. Źródło: mapa stanów wód IMGW HYDRO (21.09.2025).
Wilgotność gleby: nawet ćwierć kraju bez wody dla roślin
Drugi wycinek mapy z portalu Stop Suszy IMGW – przedstawia poziomy wilgotności gleby w warstwie 0-7 cm. To kluczowy parametr dla rolnictwa, decyduje bowiem o dostępności wody dla roślinności.
Analiza mapy wskazuje, że 20–25% Polski to obszary o wilgotności poniżej 40%, co w praktyce oznacza deficyt wody w strefie korzeniowej roślin. Najbardziej (na dzień odczytu) narażone są m.in. Kujawy, część Mazowsza, Lubelszczyzna oraz fragmenty Dolnego Śląska i Małopolski.

rys. Źródło: StopSuszy IMGW, 21.09.2025.
Dlaczego nie zawsze opady nie rozwiązują problemu niedoboru wody?
Deszcze, które spadają gwałtownie i lokalnie, powodują głównie spływy powierzchniowe i krótkotrwałe wezbrania, a czasem podtopienia. Taka woda nie zdąży wsiąknąć i zasycić zasobów wód gruntowych ani nie stabilizuje przepływów w rzekach.
Na sytuacje ma wpływ także ciepła i uboga w opad – zima. Przyjmuje się, że najlepiej środowisko nasyca wodą powoli tajający śnieg, a i tego ostatniej zimy w wielu regionach Polski brakowało.
Odnotowywane w ostatnich miesiącach intensywne ale rozłożone nierównomiernie opady – wpisują się w trend zmian klimatycznych – robią więcej szkody, niż pożytku.
Obserwacje opadowe z ostatnich miesięcy
W okresie tegorocznej wiosny suma opadów na przeważającym obszarze kraju była niższa od normy wieloletniej. To oznacza, że sezon wegetacyjny roślin rozpoczął się w warunkach deficytowych. Na koniec maja i w czerwcu rozkład przestrzenny opadów był silnie zróżnicowany: w niektórych regionach kraju występowały intensywne deszcze, a w innych – nadal brakowało wody a zjawisko suszy pogłębiało się. Miesiące wakacyjne przyniosły epizody ekstremalnych opadów, które jedynie lokalnie i krótkotrwale poprawiły sytuację hydrologiczną.
Konsekwencje niedoborów wody i co możemy zrobić
Najbardziej niedobory wody dotyka rolnictwo – niska wilgotność w glebie oznacza mniejsze plony i większą wrażliwość na kolejne okresy bezdeszczowe. Generalnie brak wody ma wpływ na wszystkie obszary od wody zależne: gospodarkę wodną, energetykę, pracę ujęć ale także aspekty środowiskowe: osłabienie ekosystemów zależnych od wód powierzchniowych i spadek bioróżnorodności.
Negatywne skutki zmian klimatu postępują, a w naszych rękach jest próba wyhamowania ich poprzez mocny nacisk na działania wzmacniające retencję krajobrazową, czyli takich, które zatrzymają wodę z opadów w gruncie (stawy i oczka wodne, ochrona terenów podmokłych i dolin rzecznych). To także wspieranie łapanie i zatrzymanie w środowisku lokalnym deszczówki szczególnie na terenach zurbanizowanych – aby jak naj mniej wody rura trafiało wprost do odbiornika.
I może to najmniej oczywiste – ale też warto postawić na ograniczać zużycie wody tam, gdzie jest to tylko możliwe, w tym także tej płynącej z naszego kranu – aby w konsekwencji cennej wody pobierać mniej z jej ujęcia, czyli ze środowiska.
